piątek, 05 października 2018

Choć przyniosłam z biblioteki kilka książek, choć koleżanka pożyczyła mi kolejne powieści, choć stos na rogu łóżka wciąż ma się dobrze, nie czytam, ponieważ:

1) mam książkowstręt,

2) czuję się bardzo zmęczona,

3) wieczorami łzawią mi oczy,

4) nic mnie nie interesuje,

5) wciąż brakuje mi czasu, który niemal w całości poświęcam na przygotowanie lekcji, sprawdzanie prac, nanoszenie niekończących się zmian w dzienniku elektronicznym, szukanie pomysłów dotyczących dekoracji, udział w konferencjach, spotkaniach z rodzicami i szkoleniach. 

Dobrze, że przynajmniej audiobooka mogę posłuchać podczas jazdy samochodem. Cudowny chłopak jest rewelacyjny! Powoduje, że albo się śmieję, albo ronię łzy, co sprawia, iż niemal całkowicie zapominam o szkolnych sprawach w czasie jazdy. 

Od wczoraj mam jeszcze krótsze piątki, szefowa bowiem przeniosła mi jedną lekcję na czwartek. :) Co prawda dzisiaj za bardzo nie nacieszę się wolnym popołudniem, bo jadę na szkolenie, ale już planuję, co będę robić w następny piątek. :))

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Uśmiechu. Przygotowałam więc "powitajkę", którą zawieszę tuż przy drzwiach wejściowych do szkoły. Niech to będzie miły dzień! :)  

niedziela, 30 września 2018

Mamy to! Znów jesteśmy MISTRZAMI ŚWIATA w siatkówce! :))) Gratuluję Panowie!!!

wtorek, 25 września 2018

Na plaży Chesil to niewielkich rozmiarów książka, która jednak zawiera mnóstwo emocji i dlatego warta jest uwagi. Chętnie zobaczyłabym również film.

piątek, 21 września 2018

Przeczytałam kolejną pozycję ze stosu leżącego na rogu łóżka. :) Tym razem sięgnęłam po debiut literacki C. R. Zafona. 

Książę Mgły to pierwszy tom serii przeznaczonej właściwie dla młodego czytelnika, ale byłam ciekawa warsztatu literackiego twórcy Cmentarza Zapomnianych Książek na początku jego pisarskiej drogi. 

Historia niebanalna, z klimatem, trzymająca w napięciu, ale nieco zbyt krótka i dająca nadzieję na kontynuację losów bohaterów w kolejnej części. A tu nic z tego, gdyż następne tomy- o ile dobrze rozumiem recenzje ich czytelników- już nie wracają do opowieści zawartej w Księciu Mgły. Szkoda.

10:10, aspazja1981
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2018

Skończyłam czytać Tatuażystę z Auschwitz oraz opinie na temat tej książki i... mam mieszane uczucia. 

Mimo braku wylewnego języka historia i tak wydała mi się wstrząsająca. Trudno mi też tak bardzo jednoznacznie jak niektórym ocenić postępowanie Lalego. Nie potrafię i już.

"Dano mi wybór, mogłem przyłożyć rękę do zagłady moich rodaków i postanowiłem to zrobić, żeby przeżyć. Mogę tylko mieć nadzieję, że pewnego dnia nie uznają mnie za kata lub kolaboranta."

Dla Gity był bohaterem. Dla tych, którym przynosił jedzenie, na pewno też. Kim jest dla mnie? Przede wszystkim mocno skrzywdzonym człowiekiem, który chciał żyć i kochać. Za wszelką cenę? Może, ale i tak trudno mi go jednoznacznie ocenić.

Książkę na pewno warto przeczytać.

Nadal jestem bardzo słaba, ale pozycja półleżąca z laptopem na brzuchu nie jest najgorsza do odpoczywania, z czego skwapliwie korzystam. ;) I tak trochę leniuchuję, trochę pracuję, żeby choć zaległości z dokumentacją nie mieć, skoro już z programem nauczania będę musiała podgonić po powrocie z L4. 

Do piątku ma nam towarzyszyć piękna, słoneczna aura, potem podobno mają pojawić się chmury i chłodniejsze powietrze. Szkoda więc, że kolorowe liście skrzące się w promieniach słońca mogę podziwiać tylko przez okienną szybę. Poszłabym na spacer, nazbierała kasztanów, zrobiła zdjęcia. Cóż, na razie nie mogę. Liczę, że w październiku pogoda jeszcze nas trochę porozpieszcza i wtedy nadrobię zaległości z obecnego tygodnia! :)

Póki co pędzę nadrabiać zaległości czytelnicze (dostosowania i protokół mogę skończyć jutro!). :) Stos na rogu łóżka nadal ma się dobrze, więc pora go nieco uszczknąć. Tylko od czego zacząć? ;)

W niedzielę do południa czułam się nieco lepiej, ale wieczorem wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. I tak kaszel, katar i ogólne osłabienie organizmu towarzyszą mi do teraz. Stwierdziłam więc, że nie ma sensu się męczyć i do tego zarażać innych, więc zamiast do pracy poszłam wczoraj do lekarza, który kazał mi odpoczywać do końca tygodnia.

Odpoczywałam więc, czytając Julię Anne Fortier. :) Wspaniała historia pełna tajemnic z bliskiej, ale i bardzo dalekiej przeszłości. Jest też motyw poszukiwania skarbu, próba odkrycia rodzinnych sekretów, miłość, która przezwycięża wszystko, nienawiść trwająca przez pokolenia, klątwa ciążąca nad członkami zwaśnionych rodzin, opis średniowiecznej i współczesnej Sieny oraz liczne nawiązania do najbardziej znanego utworu W. Szekspira.

Ogromny plus przyznaję autorce za to, że niemal do samego końca powieści miałam wątpliwości, kto tak naprawdę jest przyjacielem Julii, a kto jej wrogiem. :)

Owszem, przyznaję, nie jest to literatura wysokich lotów, a niektóre elementy świata przedstawionego mogą wręcz razić wymagającego czytelnika (mnie najbardziej rozczarował rytuał, jaki miał miejsce podczas przyjęcia u matki chrzestnej Romea), ale powieść ma w sobie to "coś", co powoduje, że trudno oderwać się od tej książki. 

sobota, 15 września 2018

Od czwartkowego popołudnia walczę z przeziębieniem: łykam różne specyfiki i grzeję się pod kocykiem. Wczoraj w pracy byłam (oczywiście!) i jakoś dałam radę ogarnąć się na tyle, by przeprowadzić pięć lekcji. Po powrocie do domu początkowo myślałam, że zabiorę się za porządki, ale je sobie darowałam. Miałam więc wolne popołudnie, które wykorzystałam na drzemkę i obejrzenie filmu. Dziś udało się bez większych strat w ludziach posprzątać nasze cztery kąty. Teraz muszę trochę odpocząć, żeby zadyszka mi minęła, a potem zabiorę się za prasowanie. Już przygotowałam magnetofon, żeby mieć z czego słuchać audiobooka, który będzie mi uprzyjemniał tę pracę. :)

...

Złota polska jesień wczoraj przeobraziła się w deszczowy dzień, co dodatkowo sprzyja różnym infekcjom oraz... chandrze. Na razie tej drugiej skutecznie się opieram, ale jak zupełnie rozłożą mnie te pierwsze, to obawiam się, że i nastrój w końcu się pogorszy. 

Póki co wspomnieniami wracam do niedzielnej wycieczki w góry. Nie wiem, skąd brało się we mnie takie przekonanie, ale zawsze sądziłam, że Babia Góra nie jest dla mnie. A przecież swego czasu i sporą część Orlej Perci udało mi się pokonać, co w porównaniu ze zdobywaniem Diablaka jest przecież dużo większym wyczynem! W każdym razie Babia od zawsze wydawała mi się górą nie do zdobycia. A jednak weszłam na sam szczyt! Co prawda nie Percią Akademików, a z Przełęczy Krowiarki, ale widoki były rewelacyjne, bo tym razem Królowa nie była kapryśna, i chyba już rozumiem, skąd tak ogromne zainteresowanie akurat tym szczytem wśród wszystkich beskidomaniaków i innych górolubów. :) Następnym razem trzeba będzie spróbować swoich sił na Perci Akademików. :) 

Najśmieszniejsze jest to, że podczas pobytu w Schronisku PTTK Markowe Szczawiny zapomnieliśmy przybić pieczątkę w naszej książeczce, więc tym bardziej trzeba będzie tam wrócić. :)

...

Dwa tygodnie pracy (właściwie już trzy) za mną. Póki co jest dobrze. :)

czwartek, 13 września 2018

Powoli widzę światło w tunelu wypełnionym szkolną dokumentacją. ;) Dziś zostałam pochwalona przez panią Dyrektor. Urosłam o kilka centymetrów. ;))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 297