czwartek, 21 czerwca 2018

Kronikarskim obowiązkiem muszę odnotować, że przy tablicy został 1 dzień. :)) 

Trochę mi żal, że ten wyjątkowy (dla mnie) ro szkolny przechodzi do historii. Nie zmienia to jednak faktu, iż nadchodzące wakacje niezmiernie (!) mnie cieszą. 

W minioną niedzielę już trochę posmakowaliśmy wakacyjnego czasu, gdyż pojechaliśmy do Goczałkowic- Zdroju, gdzie odwiedziliśmy ciocię przebywającą w sanatorium, pospacerowaliśmy po parku i nasyciliśmy oczy pięknymi widokami. Przez chwilę czuliśmy się jak na deptaku nadmorskiego kurortu. :)

Pojutrze organizujemy urodziny J. W niedzielę czeka nas powtórka z rozrywki, więc raczej w najbliższy weekend nigdzie się nie wybierzemy. Potem jednak wakacje drżyjcie! Przybywam! ;)))

środa, 13 czerwca 2018

Nic nie poradzę na to, że na trwający jeszcze rok szkolny patrzę już jak na miniony. ;) To był dobry czas. Owszem, zdarzały się gorsze dni, ale większość minęło jednak w pozytywnym nastroju. 

Przy tablicy zostało już tylko 6 dni. Potem czeka mnie dwutygodniowy urlop i... wracam do pracy. Znów będę opiekunem podczas półkolonii. 

W sobotę odebraliśmy fotoksiążkę. Trzy dni tworzenia dały piękny efekt. :))

Nie dotarłam jeszcze do biblioteki, zatem w samochodzie towarzyszą mi dźwięki muzyki albo cisza. Chyba potrzeba mi tej ostatniej. 

Rodzicom i teściowej kończy się pobyt nad morzem. Żal im wracać, co mnie wcale nie dziwi, bo też najchętniej wyjechałabym gdzieś daleko i na długo. ;)

Marzą mi się Gdańsk, Ustka, Kraków i Zakopane. Beskidy też. I pewnie długo tak bym mogła wymieniać. :)

Kilka dni temu zaczęłam czytać Bądź przy mnie zawsze Agaty Przybyłek. Świetna historia, dobrze napisana. Czyta się ją z przyjemnością. 

Dziś kupiłam kolejne dwie książki. Ten nawyk jest silniejszy ode mnie. Zatem na wakacyjny czas wraz ze mną czeka ogromny stos powieści o baaaardzo różnej tematyce. Wspaniale! :))))

piątek, 08 czerwca 2018

Poprzednia książka S.J. Watsona bardziej mi się podobała. Drugie życie już tak nie intrygowało, bohaterka była nieco denerwująca i strasznie naiwna, a otwarte zakończenie nie usatysfakcjonowało mnie. 

Na LC przeczytałam, że Watson swą pierwszą powieścią wysoko postawił sobie poprzeczkę i drugą książką niestety nawet jej nie dosięgnął. Moim zdaniem sporo w tym racji. 

W poniedziałek będę musiała poszukać w bibliotece nowego audiobooka. :)

22:44, aspazja1981
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 czerwca 2018

Przeczytałam Historię spisaną atramentem. Mimo że nieco drażniła mnie para głównych bohaterów, to jednak ich historia była naprawdę warta poznania. Podobały mi się też współczesne wstawki z opisem poszukiwań zaginionego skarbu. 

Może kiedyś sięgnę po drugą część tej opowieści. :)

Czuję się dużo lepiej. Mięśnie już się nie buntują, gorączki nie mam i tylko kaszel mi jeszcze dokucza, a wczoraj i ból głowy był także. Ten ostatni to jednak wynik przepracowania raczej, bo zaszalałam i przygotowałam 11 słoików kompotu truskawkowego na zimę, upiekłam biszkopt z kremem, owocami i galaretką, zrobiłam obiad, skończyłam tworzyć prezent urodzinowy dla J., czyli album z naszych podróży z... 2012 roku oraz przeczytałam prawie 200 stron Historii spisanej atramentem. Dziś zamierzam przejrzeć dziennik i wysłać monity wszystkim opieszałym, a potem- leniuchować. ;))

Za oknem kwitną lipy, zdecydowanie zbyt wcześnie w tym roku, ale nie przeszkadza mi to. :) Lato i wakacje są już na wyciągnięcie ręki. :)

wtorek, 05 czerwca 2018

Trzy tygodnie do wakacji, a ja na zwolnieniu lekarskim. Grypa!

Mam więc czas i sposobność, by nadrobić blogowe zaległości. 

Góry Świętokrzyskie oczarowały mnie i zachęciły do powrotu w tamte strony na dłużej. Wstyd bowiem przyznać, że choć tyle razy byłam w O., właściwie niczego poza małą kielecką wsią nie widziałam. Trzeba to będzie nadrobić.

Z okazji Dnia Matki zorganizowałam rodzinnego grilla. Pogoda była wyśmienita, więc bardzo miło spędziliśmy ten czas. :)

Tzw. długi weekend majowo- czerwcowy także spędziłam w domowych pieleszach. Tylko w piątek spotkałam się z P. Posiedziałyśmy w jej ogrodzie, delektując się cieniem, truskawkami i swoim towarzystwem. :)

W sobotę nieco popracowaliśmy (ja i J.) w ogrodzie, trochę poleniuchowaliśmy, a w niedzielę... obudziłam się chora. Rano jednak zmobilizowałam siły na tyle, by odwieźć teściową i rodziców na autobus, który zawiózł ich nad morze. Resztę dnia przeleżałam w łóżku, trochę też posiedziałam w altanie, ale skończyło się to dla mnie gorączką. W poniedziałek trzeba więc było odwiedzić lekarza, który stwierdził początek grypy i zalecił odpoczynek do końca tygodnia. Zatem leniuchuję, planując wakacyjne wyprawy i podglądając rodziców spacerujących po molo, po którym my również tak niedawno chodziliśmy. ;) 

Znalazłam w Ustce piękne miejsce, jeśli nie na nocleg, to przynajmniej do spędzenia kilku przyjemnych chwil. :) Oglądam więc zdjęcia, czytam przewodniki, szukam inspiracji. :) A w tzw. międzyczasie kuruję się, leżąc, śpiąc i łykając wszystkie zalecone przez lekarza specyfiki, dzięki czemu czuję się nieco lepiej. 

Sięgnęłam po jedną z książek już od dłuższego czasu zalegającą róg łóżka. To powieść M. Ulatowskiej i J. Skowrońskiego, która powstała na kanwie pamiętnika pisanego przez dziadka autorki. Ciekawa historia, choć nieco przydługawa, więc pewnie trochę potrwa nim ją skończę. Tym bardziej, że tempo czytania mam ostatnio rekordowo wolne. ;)

Uff, zmęczyłam się tym pisaniem. Pora na chwilę przerwy. ;)

piątek, 01 czerwca 2018

Pablo Picasso (znany mi tylko od strony swoich dzieł) dzięki kolejnej książce z serii Nazywam się... pokazał mi się w całej okazałości. ;) Dzięki tej biografii nie pokochałam go bardziej, ale na pewno dowiedziałam się o jego życiu nieco więcej. 

19:04, aspazja1981
Link Dodaj komentarz »

Kontynuuję poznawanie serii Nazywam się... Tym razem przeczytałam historię życia autora Małego Księcia. Książeczka wspaniała, ale i tak czuję niedosyt. Chyba muszę poszukać bardziej obszernej biografii tegoż pana. :)

czwartek, 31 maja 2018

Pierwszy dzień długiego weekendu mija leniwie, choć wstaliśmy przed szóstą. :) 

Właśnie skończyłam czytać Popękane miejsca i bardzo się cieszę, że kiedyś na tę książkę się zdecydowałam. Chyba częściej będę sięgać po wydania Świętego Wojciecha. 

Historia Davisów mimo wielu dramatycznych wydarzeń daje nadzieję na lepsze jutro. Wzrusza, ale i bawi. Zachęca do nawiązania głębszych relacji z drugim człowiekiem i Bogiem. 

M. Phoenix napisała naprawdę wspaniałą powieść. Czy i inne jej książki też takie są?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 292