wtorek, 15 stycznia 2019

Ostatnio tak zmęczona byłam chyba rok temu, aczkolwiek wydaje mi się, że tamte odczucia nijak mają się do obecnych. Przechodzę kryzys. Oczywiście, próbuję sobie z nim radzić, ale jakoś nic nie pomaga: ani sauna, ani słuchanie audiobooka, ani tym bardziej remont łazienki. Nawet zima za oknem tylko na chwilę rozgrzewa moje serce. A muszę przyznać, że widok ośnieżonych choinek i drzew naprawdę zapiera dech w piersiach! 

Na ferie czekam jak na zbawienie. To nic, że w tym roku planów wyjazdowych brak, co więcej obawiam się, że poza jednodniowymi wagarami od domu na nic innego liczyć nie mogę, ale jakoś nieszczególnie mi to przeszkadza. Owszem, trochę zazdroszczę koleżankom wybierającym się nad morze, ale postanowiłam delektować się tymi 2 tygodniami urlopu i zwyczajnie nic nie robić. Ot, wyśpię się, może coś poczytam, obejrzę jakiś film, pobawię się z psami, pójdę na spacer, ewentualnie w końcu uporządkuję moją biblioteczkę. Nic na siłę! Oby tylko podładować wyczerpane akumulatory, żeby do wakacji wystarczyło... albo przynajmniej do majówki. 

Ech, pora spać, bo jutro kolejny długi dzień. Może jakimś cudem rano poczuję się lepiej?

23:10, aspazja1981
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2019

Po miesiącu przerwy wróciłam do słuchania audiobooka. Tym razem sięgnęłam po Szepty dzieciństwa A. Sakowicz, które zaczęłam już jakiś czas temu, chyba w listopadzie, ale jakoś nie po drodze było mi ani do tej historii, ani do słuchania. 

W domu natomiast ściągnęłam kolejną książkę z półki mojej biblioteczki. Znam już dwie powieści A. J. Szepielak, teraz przyszła pora na Wspomnienia w kolorze sepii. Po jej przeczytaniu może znów sięgnę po coś ambitniejszego?! :) Póki co niespiesznie delektuję się światem przedstawionym oraz snuję przypuszczenia dotyczące tego, jak łączą się dwa opisane w książce wątki. :)

22:22, aspazja1981
Link Dodaj komentarz »

Święta się skończyły, więc zaczęła zima. Taka prawdziwa, ze śniegiem. :) Mimo że trasa do i z pracy trwa nieco dłużej, mimo że trzeba odśnieżać samochód i podwórko- jest pięknie! :) Uwielbiam zimę tak bardzo, że wczoraj w końcu wybrałam się na spacer w towarzystwie J. i moich kijków, i przeszliśmy 5 km w niecałą godzinę. Jutro po pracy najpierw mam zaplanowaną wizytę u fryzjera, potem zamierzam znów pospacerować. Oby nie wydarzyło się nic niespodziewanego, co mogłoby zniweczyć moje plany!

wtorek, 01 stycznia 2019

44-46/2018

Podczas choroby teściowej w końcu zaczęłam czytać pożyczoną od koleżanki serię K. Michalak. Pochłonęłam ją w 7 dni, choć od dłuższego czasu za twórczością tej pisarki nieszczególnie przepadam. Seria mazurska tylko umocniła moje odczucia- owszem, książki pani Michalak czyta się łatwo i szybko, zakończenie drugiego tomu wbija w fotel, ale opisy scen łóżkowych co kilka stron naprawdę niczego dobrego do historii nie wnoszą, wręcz przeciwnie- są bardzo denerwujące, a główny bohater to już kompletna porażka.

47/2018

Siła perswazji Leigh Michaels, czyli sentymentalny powrót do harlequinów. Chyba mało mi było po powieściach K. Michalak. ;))

48/2018

Jeden wieczór w Paradise Magdaleny Majcher wydał mi się powtórką czytanej już kiedyś książki. Ogólnie nie polecam, choć czyta się szybko i to chyba jedyny plus tej powieści. ;)

49/2018

W prezencie gwiazdkowym otrzymałam 4 tom serii Kwiat paproci. Po dłuższej przerwie na początku trudno mi było wejść w świat Gosi, ale potem przepadłam z kretesem. No, prawie. ;) Najbardziej podobał mi się tom 1, następne przeczytałam bardziej z ciekawości, jak się ta historia skończy, ale muszę przyznać, że sporo przyjemności dał mi kontakt z bohaterami K. B. Miszczuk. Pewnie dlatego, że po przeczytaniu pierwszej części nastawiłam się na to, że seria ta nie należy do literatury wysokich lotów, ot zwykłe czytadełko, które pozwala nieco bliżej poznać słowiańską mitologię. Na koniec dodam, że takiego zakończenia się nie spodziewałam! 

50/2018

Chłopiec z burzy i inne opowiadania C. Thiele to kolejny gwiazdkowy prezent. Książka bardziej dla młodego czytelnika, ale mająca w sobie to COŚ. Najbardziej spodobały mi się dwa pierwsze opowiadania. Chłopca z burzy polecam także w wersji filmowej!

51/2018

Okruchy dnia Kazuo Ishiguro. Po obejrzeniu filmu bardzo chciałam przeczytać książkowy pierwowzór i wreszcie po niego sięgnęłam. Ciekawa historia napisana wspaniałym językiem. Ma się ochotę wyruszyć w podróż do Kornwalii. :) 

52/2018

Kolejny rozdział Agaty Kołakowskiej to książka, którą kupiłam podczas kwietniowego spotkania z autorką. To czwarta powieść tej pisarki, którą miałam przyjemność przeczytać. Ciekawa fabuła, dość wartka akcja, trzymanie czytelnika w napięciu, humor- to zdecydowane plusy tej książki. Dobra powieść na wakacje lub ferie. :)

Grudzień okazał się dla mnie bardzo łaskawy pod względem czytelnictwa. :)

21:20, aspazja1981
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2018

Eldka niedawno pokazywała swoją klasową choinkę, to i ja pochwalę się moją. Może nie taka piękna, może nie taka, jak ją sobie wyobrażałam, ale i tak jestem z niej dumna:

A teraz jeszcze element dekoracji, o którym tyle się tu rozpisywałam:

Zdjęcia zrobione na szybko, niezbyt mi się podobają, ale cóż- innych nie mam. ;)

sobota, 29 grudnia 2018

Czytam, bo tego mi trzeba. :) 

Dziś skończyłam pięćdziesiątą i zaczęłam pięćdziesiątą pierwszą powieść w tym roku, co wydawało mi się niemożliwe do osiągnięcia. Oczywiście, pod względem ilości przeczytanych stron nie zdołam dorównać mojemu zeszłorocznemu sukcesowi, ale i tak jestem zadowolona, zważając na towarzyszące mi od dłuższego czasu problemy z sięganiem po książki. 

Dobrze mieć kilka wolnych dni, prawda? :)

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Druga połowa domu uprzątnięta i przystrojona. Co prawda mam jeszcze w planie uporządkować moją biblioteczkę, ale to może poczekać na dni po świętach. Filet i pulpety rybne w zalewie octowej wyszły smakowite! Prezenty od czwartku mam wszystkie- dziś jeszcze muszę je zapakować. Wczoraj odwiedził nas siostrzeniec mojego J., po południu wybraliśmy się do małej M., a gdzieś pomiędzy udekorowaliśmy pierniczki. :) Ponadto upiekłam keks, J.- kokosanki, a dzisiaj wspólnie z teściową zrobię makówki, potem kupię owoce, umyję podłogi oraz odwiedzę cmentarz i będzie można świętować. :) Uff, nie było tak źle, jak myślałam. ;) 

...

Wigilia z moimi uczniami minęła w dość sympatycznej atmosferze, choć było kilka spięć, a do tego zauważyłam pewną niepokojącą właściwość- po czterech miesiącach pracy z tymi dziećmi nadal nie czuję się z nimi związana. Owszem, lubię je, ale to już nie to samo co kiedyś. Może to przez zmęczenie? :( 

Dekoracja bożonarodzeniowa wykonana z uczniami jednej z klas zrobiła furorę. :)) Na fb też. ;)

...

Za oknem pada deszcz, a ja wciąż- jak zawsze- liczę na białe święta. Oglądam więc zdjęcia z lutowego pobytu w Zakopanem, żeby choć trochę zrekompensować sobie brak odpowiedniej pogody. ;)

...

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta! :) 

wtorek, 18 grudnia 2018

10 godzin w 2 dni i wypracowania uczniów 3 klas mam za sobą. ;) To nic, że oczy wypadają mi z oczodołów. To nic, że czuję się wypompowana. Ważne, że mam je przeczytane, opisane i ocenione. Od jutra mogę relaksować się... przy sprzątaniu. ;) 

W pracy w ramach projektu z uczniami jednej klasy tworzę dekorację świąteczną. Zostało już niewiele, ale i tak dużo. ;) Może w święta pochwalę się efektami. :)

Co do przygotowań do tych wyjątkowych dni w domu: kartki z życzeniami wysłane, ryby sprawione i zamrożone, pierniczki upieczone, okna umyte, prawie wszystkie prezenty zakupione i połowa domu posprzątana. Muszę jeszcze uprzątnąć i przystroić drugą część domu, udekorować ciasteczka, upiec keks lub inne ciasto, odebrać ostatni z zamówionych upominków, zamarynować ryby, zmienić zasłonki w jednym pokoju, uprasować obrusy i serwetki, zrobić makówki oraz kupić mandarynki i pomarańcze. Uff, na samą myśl o tym wszystkim czuję się jeszcze bardziej zmęczona. I po co to wszystko? Przecież najważniejsza jest spowiedź święta, msza i spotkanie z bliskimi. Reszta to przecież tylko dodatek, tradycja.

Najgorsze jest to, że w tym roku czekam nie na święta, tylko na wolne dni. 

środa, 12 grudnia 2018

Zamiast weekendowego wyjazdu do Wrocławia i Gdańska był krótki wieczorny wypad do Katowic na tamtejszy jarmark bożonarodzeniowy. Mimo deszczu choć przez chwilę mogliśmy odetchnąć od trosk codzienności i poczuć klimat zbliżających się świąt. :)

Wczoraj w końcu odebrałam zamówioną książkę (zachwalane przez polonistów z fb ćwiczenia do jednej z lektur) oraz 2 albumy- prezenty dla rodziców i brata. Muszę jeszcze skończyć książkę ze zdjęciami dla J. oraz zamówić wykonany już upominek dla teściowej. 

Połowę domu mam ogarniętą, sprawione ryby mrożą się w zamrażarce, wypisane kartki ze świątecznymi życzeniami jutro pofruną w świat, a dekoracja szkoły coraz bardziej się konkretyzuje- jest więc dobrze, za co podziwiam się niezmiernie, bo stosunek do Bożego Narodzenia mam w tym roku wyjątkowo ambiwalentny, co jakoś niespecjalnie motywuje mnie do wytężonej pracy. O świętach myślę bardziej w kontekście tych kilkunastu wolnych dni, na które już nie umiem się doczekać, a czy dom będzie wysprzątany i przystrojony- wszystko jedno. Mimo to chyba z przyzwyczajenia w wolnych (i nie tylko) chwilach robię, co mogę (albo co mi się chce!), aby nadchodzące dni niczym nie różniły się od tych w poprzednich latach. 

Dziś dopiero (ale i aż!- w zależności od kontekstu) 12 grudnia, a ja na liście przeczytanych książek w tym miesiącu mam już 4 pozycje! Najwięcej stron pochłonęłam podczas L4, ale czytam również rano, przed wyjściem do pracy, oraz wieczorem, a to znaczny postęp, gdyż doskonale pamiętam dni, kiedy nie byłam w stanie chociażby otworzyć jakiegokolwiek woluminu. 

Książki jednak znów pójdą w odstawkę, bo w piątek, poniedziałek i wtorek będę miała do sprawdzenia uczniowskie prace, z którymi chciałabym uporać się przed świętami, aby te wyjątkowe dni mogły być prawdziwie spokojne i bez obciążeń. Na samą myśl o czytaniu tych wszystkich wypracowań słabo mi się robi. W ogóle coraz gorzej z moją motywacją do pracy. Najchętniej leżałabym i nic nie robiła, odczuwam bowiem ogromną niechęć do spotkań z ludźmi (nie zapisałam się nawet na wigilię pracową), codziennie po powrocie do domu mam ochotę wejść pod koc i zamknąć oczy, gdyż wszystko wydaje mi się pozbawione sensu, a na myśl o szkole coraz częściej chce mi się płakać. Tylko ogromną siłą woli, do której zmuszam się właściwie nie wiem dlaczego, wstaję rano, idę do pracy, tam robię wszystko, czego się ode mnie oczekuje, a potem wracam, ogarniam domowy inwentarz i inne takie oraz zabieram się do uzupełniania dziennika, przygotowania lekcji, itp. I tak to się kręci od października, a zmęczenie i niechęć narastają, i zupełnie nie wiem, jak sobie z nimi poradzić. 

Ech, pomarudziłam, to teraz pora spać. Dobrze, że jutro mam dopiero na 2 lekcję! Jest więc szansa, że wreszcie choć trochę odpocznę, a przynajmniej wyśpię się.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 299