piątek, 31 lipca 2015

odłamałam gałąź miłości

umarłą pochowałam w ziemi

i spójrz

mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

(...)

H. Poświatowska

 

Na znanym blogu czytelniczym znalazłam kilka ciekawych pomysłów na to, co można latem zrobić z książką. Jeden z punktów brzmiał: Czytaj wiersze! Zatem czytam. I jak niegdyś (przed wyjazdem) delektuję się słowami H. Poświatowskiej.

czwartek, 30 lipca 2015

Zamiast Olsztyna będą noclegi w Pacółtowie i... Gdańsku. :) Ten pierwszy znaleźliśmy przypadkiem kilka dni temu i od razu zakochałam się w tym miejscu. :) A Gdańsk? Być tak blisko i nie zawitać w tym pięknym mieście, to byłby skandal! ;D A że trzeci rok z rzędu? Cóż, każdy ma jakiegoś bzika. :) 

Zarezerwowaliśmy również rejs STATKIEM PO TRAWIE. :) A koleżanka namawia nas na wspólny wyjazd do Wilna i Trok, chyba jednak nie starczy nam na to czasu. Mamy bowiem bardzo wiele planów i nie wiem, czy uda się je wszystkie zrealizować. A jakie miejsca chcemy odwiedzić? W pierwszej kolejności Malbork (będzie na trasie, a J. jeszcze nie widział tego Zamku). Ponadto- Frombork, Gietrzwałd, Gierłoż, Świętą Lipkę, Lidzbark Warmiński, Olsztyn, Grunwald, Gniew, Nidzicę, Jantar, Krynicę Morską i Ciechocinek. Niekoniecznie w tej kolejności. ;) A mnie marzy się też Iznota, ze względu na Galindów, o których swego czasu tyle się naczytałam. :)

W związku z wyjazdem mam dwie największe obawy: są małe szanse, by wystarczyło nam czasu na to wszystko, a nawet jeśli- po urlopie padniemy jak muchy. ;) Hmmm... Chyba trzeba to jeszcze przemyśleć. :) I tylko z czego zrezygnować? 

PS Powoli dociera do mnie, że właściwie powinnam zacząć się pakować (przynajmniej zaplanować tę czynność ;) ). A jeszcze wczoraj wydawało mi się, że od wyjazdu dzieli nas mnóstwo dni. Obiektyw kupiłam w ostatnim momencie, a i na noclegi był to już ostatni dzwonek. No, doprawdy, takiego szaleństwa jeszcze nie było. :)

środa, 29 lipca 2015

Trwa drugi tydzień mojego sprawowania pieczy nad szkołą. Jak dotąd cisza i spokój, raz tylko odebrałam e- maila z prośbą o pomoc, a dziś zadzwonił telefon. Koleżanka poprosiła o podpisanie jednego dokumentu przygotowanego przez sekretarkę. Przy okazji poszłyśmy na kawę i coś słodkiego. Pogadałyśmy, pośmiałyśmy się. Lubię D. i żałuję, że tak rzadko mamy okazję spokojnie porozmawiać. Dziś się udało. :)

Z nowości:

1) Kupiłam obiektyw (i filtr UV). Ciężki jak diabli. Fantastyczny! :) Pewnie za jakiś czas stwierdzę, że i ten zoom jest zbyt mały. ;)

2) Zaczęłam ósmą książkę tych wakacji. Tym razem nieco ambitniejszą. O jednym z dzieł Tycjana. 

3) Zarezerwowaliśmy dwa noclegi: w Elblągu i Rynie. Został jeszcze Olsztyn (lub jego okolice) i Toruń. Zaplanowaliśmy też objazdówkę. Wszystko jednak zależy od pogody, finansów i samopoczucia. I pewnie wielu innych czynników. ;)

Wciąż nie mam ochoty myśleć o pracy.

niedziela, 26 lipca 2015

Wczoraj przez cały dzień aż do późnego wieczoru dzielnie walczyłam z opadającymi powiekami i... wzrastającym rozdrażnieniem. Nie nadaję się na spotkania z ludźmi. Tymi ludźmi. Nie umiem z nimi rozmawiać. Mam inne poczucie humoru i nie gustuję w nadmiernym spożywaniu jakiegokolwiek alkoholu, a co dopiero piwa. Do tego uszy mi puchną od "łacińskich" wiązanek używanych zamiast przecinka. Nie twierdzę, że są to ludzie niesympatyczni, ale najzwyczajniej w świecie nie nadajemy na tych samych falach. Ot i tyle. 

Miejsce spotkania natomiast było cudowne. :) Wokół tylko las, łąki i pola, a do wsi 2 km. Spokój. Cisza zakłócana wyłącznie szumem drzew i pianiem koguta sąsiadów (jednego z dwóch). No i wrzaskiem siedmiu chłopów kąpiących się w basenie. ;) Uciekłam na samotny spacer do lasu, gdzie natrafiłam na autostradę mrówek. Cudny widok! :) A mniej więcej w połowie tegoż lasu samotnie mieszka pewna nauczycielka o tym samym imieniu co ja. Obok jej domu stoi niewielka kapliczka z Jezusem Frasobliwym. Zatrzymałam się tam na chwilę, zadumałam nad ludzkim losem i swym własnym życiem, utrwaliłam to miejsce w kadrze i ruszyłam dalej. Udało mi się dotrzeć do wsi, gdzie zachwycił mnie jeden z domów: z pięknym gankiem i równie wspaniałą szklarnią. Wróciłam do lasu, kiedy poczułam, że mam już dość przebywania w słońcu. Trochę żałuję, że nie zobaczyłam tamtejszego kościółka, ale upał bardzo doskwierał, a i bałam się, że ktoś w końcu zacznie się niepokoić moją przedłużającą się nieobecnością. Ten spacer był jednak najprzyjemniejszym momentem naszego wypadu. 

Co jeszcze zapamiętam? Siedzenie przy ognisku do drugiej w nocy, pianie koguta o piątej rano i sarny przechadzające się w pobliżu domu (zupełnie jak u nas). 

Krótka fotorelacja:

Wyjście z lasu, w dali widać stare zabudowania należące do pradziadków goszczącego nas znajomego

Uwielbiam wpatrywać się w korony drzew

Dom mojej imienniczki, a z prawej wspomniana kapliczka

Dom na skraju wsi, ze wspaniałym gankiem, mnóstwem kwiatów i cudną szklarnią obok

PS Zaczęłam czytać siódmą książkę podczas tych wakacji. To mój absolutny rekord w ciągu czterech lat. :)

piątek, 24 lipca 2015

Przeczuwam całkowitą klapę. Zawsze tak jest, kiedy przebywam w tym towarzystwie. I choć staram się nastawić pozytywnie, jakoś nie bardzo mi wychodzi. Ech...

Obiecałam upiec babeczki. Będą więc borówkowe z białą czekoladą. :)

PS Wczorajszą wycieczkę przetrwałam jedynie siłą woli. Zdecydowanie pochodzę z jakiejś innej planety. 

czwartek, 23 lipca 2015

Koniec lipca przez kilka lat był czasem odwiedzin "dziadka".

Pamiętam, że najlepszym placem zabaw była stodoła pełna siana- niezależnie od pogody to w niej spędzaliśmy najwięcej czasu. Wieczorami zaś (do późnej nocy) siedzieliśmy przy ognisku albo grillu, rozmawialiśmy, śpiewaliśmy piosenki, biegaliśmy po łące z rozżarzonymi patykami udającymi świetliki, turlaliśmy się w beczce, graliśmy w karty, bawiliśmy się w chowanego. Za dnia często chodziliśmy na teren szkolny, by na tamtejszym chodniku grać w "Wisielca" lub wróżyć sobie szczęśliwą miłość. ;) 

To u "dziadka" pokochałam Dżem i bób oraz nauczyłam się trudnej sztuki kompromisu, tudzież dostosowywania do potrzeb innych. Teraz uczę się nie zapominać o sobie, ale wakacje spędzane na pewnej kieleckiej wsi, gdzie poza szkołą, kościołem, remizą, barem i sklepem nic więcej nie było, a dachy wielu domów były pokryte strzechą, zaliczam do jednych z najprzyjemniejszych wspomnień z dzieciństwa. :)

wtorek, 21 lipca 2015

Spiżarnia uporządkowana, okna błyszczące, firanki pachnące, chrześniaczka J. wybawiona. Powinnam jeszcze napisać protokół, ale wciąż odczuwam wstręt do pracy okołoszkolnej. Papiery upchnęłam w szafie i czekają na lepsze dni. Czy to pierwsze symptomy wypalenia zawodowego? 

Plany urlopowe nieco się skonkretyzowały. Z jednej strony chciałabym już tam być, a z drugiej- żeby czas się zatrzymał. 

Trzy tygodnie wakacji za mną. Przerażające! 

piątek, 17 lipca 2015

...najlepiej wziąć się do roboty. :) I tak narwałam z krzaczków borówek i upiekłam z nich ciasto. Z reszty zrobię jutro dżem (zabrakło mi bowiem 20 dag owoców i muszę poczekać, aż dojrzeją). Zaś z podarowanych wiśni zrobiłyśmy (z teściową) nalewkę, a sama sporządziłam dżem (moim zdaniem pyszny, słodki, ale o kwaskowatym posmaku). Ponadto skorzystałam ze starego przepisu i zalałam kawę i rodzynki wódką. Jestem ciekawa smaku tego trunku. :)

PS (sobota)

Od południa robię porządki w spiżarni, bo na półkach już nic się nie mieści. Wyrzuciłam część pustych słoików, a także stare przetwory, które pamiętały czasy niemal przedpotopowe. ;)) Końca tej pracy nie widać. ;)

czwartek, 16 lipca 2015

Bób. :) Smak kojarzący się z dzieciństwem, z dziadkiem, z O. Lubię czasem odświeżyć wspomnienia. :) W ubiegłym roku przyrządziłam sałatkę, ale to nie było "to"! Bób wolę solo. Zdecydowanie. :) 

Póki co jestem przerażona upływającym czasem. Tym bardziej, że nadal nie czuję się wypoczęta. Ten rok szkolny "kosztował" mnie więcej, niż przypuszczałam. Mam nadzieję, że do końca wakacji wróci moje dobre nastawienie do pracy. 

Idę poszukać jakiegoś zajęcia. :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 246
| < Sierpień 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki: