środa, 20 maja 2015

Kolejne sprawy pracowe "odhaczyłam" na swojej liście. Tak, tworzę listę, żeby w tym wszystkim się nie pogubić. Ponadto taki spis mobilizuje mnie do pracy. Lubię widzieć kolejne skreślenia. ;)

Dziś myśl, że coś ważnego mnie omija, jeszcze bardziej zintensywniała. Wiem, że mogłabym to zmienić, ale pewna część mnie zwyczajnie umarła, a trupów z szafy lepiej nie wyciągać. Czuję się staro. 

Na szczęście ochota na czytanie nie mija. Książka M. Witkiewicz jak zwykle rewelacyjna! Niby banalna historia, ale opowiedziana w całkiem niebanalny sposób. Bella L. Samson także mi się podobała, choć miejscami język mnie drażnił. Czytałam opinie, że niektóre fragmenty są tak zagmatwane, że prawie niezrozumiałe. Nie zgadzam się- dla mnie wszystko było jasne. Wczoraj przeczytałam też lekturę. Dzieciaki twierdzą, że to najciekawsza książka, jaką do tej pory czytały. Często w ogóle pierwsza. ;) Fakt, objętość nie odstrasza, historia też ciekawa, z dydaktyzmem w tle. I tylko znów ten język! Rozumiem zamysł, ale i tak jakoś trudno mi tę potoczność przyjąć. 

Zauważyłam z koleżanką, że większość obecnych lektur pokazuje niepełną albo patologiczną rodzinę. Skąd więc dzieci mają czerpać przykład? 

wtorek, 19 maja 2015

Za dużo myślę, a za mało robię. To pewnie dlatego często mam wrażenie, że coś mnie w życiu omija. 

Czytam Pierwszą na liście M. Witkiewicz i niespodziewanie właśnie taka myśl pojawiła się w mojej głowie. 

Za oknem burza- odpowiednia aura na czytanie. 

poniedziałek, 18 maja 2015

W pracy zawirowanie. Powietrze aż ciężkie od niewyjaśnionych sporów i przeróżnych animozji. A wszystko przez przygotowania do jubileuszu, który już niebawem. 

Co zrobiłam do tej pory? Przygotowałam cztery konkursy (jeden akurat trwa i wciąż budzi mnóstwo pozytywnych emocji wśród uczniów i pracowników), zrobiłam kilkanaście zdjęć, obrobiłam tyleż samo, aby można je było zamieścić w naszym okolicznościowym biuletynie (tak, tak, okazuje się, że bycie współautorką książki nie jest niemożliwym pragnieniem, jednakowoż niezwykle wymagającym), przejrzałam całą swą szkolną fototekę i wybrałam zdjęcia do folderu, przygotowałam teksty informacyjne do prasy i rozesłałam je do wszystkich gazet wydawanych w okolicy, wysłałam 3 zaproszenia dla księży, spotkałam się z kilkoma absolwentami w celu nagrania filmu pełnego refleksji i wspomnień, co zdecydowanie kosztowało mnie i koleżankę najwięcej nerwów, ale i dało sporo satysfakcji. Mam nadzieję, że i wynik tej pracy będzie zadowalający!

Co zostało do zrobienia? Dopięcie spotkań uczniów z ciekawymi absolwentami, wykonanie kilku zaproszeń, stworzenie prezentacji multimedialnej, napisanie tekstu do folderu. I pewnie jeszcze coś się znajdzie. A, no tak, dekoracja, ale za nią na szczęście nie tylko ja jestem odpowiedzialna! ;) 

Ze szkolnych spraw w planach mam jeszcze ognisko i wycieczkę. Ponadto czeka mnie kilka konferencji (przynajmniej trzy), spotkanie z rodzicami uczniów i pomoc w drukowaniu świadectw wszystkich klas. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko ogarnąć... i nie zwariować! ;D

Do końca roku szkolnego zostało 6 tygodni. :)

Cdn. Mam nadzieję. :)

środa, 13 maja 2015

W ramach odreagowania stresu związanego z pracą (o czym na pewno jeszcze napiszę) nadrabiam zaległości filmowe (szkoda, że nie książkowe, ale po przeczytaniu W dżungli życia B. Pawlikowskiej, którą nb. byłam zachwycona, znów posucha w tym temacie :/ ). 

Po tym, jak zauroczył mnie film W. Allena O północy w Paryżu, postanowiłam obejrzeć inne jego dzieła. Najpierw zaczęłam oglądać Zakochanych w Rzymie, ale przerwałam "seans", a film jakoś nie wciągnął mnie na tyle, by kontynuować jego oglądanie. Ale pewnie jeszcze do niego wrócę. Zachęcona recenzją koleżanek obejrzałam więc Vicky Cristina Barcelona! I znów rozczarowanie- poza muzyką i zdjęciami historia mnie nie oczarowała. Ot, typowa opowieść o miłosnym czworokącie. 

Sięgnęłam więc po film dla dzieci. ;) Wszystko przez to, że na jednej z lekcji opowiadałam uczniom fabułę Braci Lwie Serce i tak jakoś naszła mnie chęć na obejrzenie Dzieci z Bullerbyn. I choć sporo scen zostało tu wyciętych, piękne zdjęcia i wspaniałe kolory zaćmiły wszystkie niedostatki fabuły. 

W tzw. międzyczasie obejrzałam jeszcze Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie. Kiedyś zaczęłam czytać książkę, ale nie doczytałam, a historia wydała mi się ciekawa. Film nie zanudził mnie na śmierć, ale naiwność snutej w nim opowieści może przytłoczyć nawet taką idealistkę jak ja. ;) 

Im więcej mam do powiedzenia, tym mniej mówię. Może pora to zmienić? 

Weekend w Zamku Kliczków był mi bardziej potrzebny niż sądziłam. Dzięki pobytowi w tym miejscu naładowałam akumulatory duszy na tyle, że jeszcze jestem w stanie funkcjonować, mimo ogromu pracy związanej z przygotowaniem jubileuszu szkoły. 

A Zamek? Piękny! Prawdziwie magiczne miejsce, leżące z dala od miejskiego gwaru. Ciszę przerywały tam wyłącznie trele ptaków.

Pod względem stylu (a raczej stylów) budowla także przypadła mi do gustu (okazuje się, że eklektyzm również może być urokliwy). Mogłabym tam spędzić dwa tygodnie i jestem przekonana, że wciąż odkrywałabym nowe detale, które nieustannie wprowadzałyby mnie w stan zachwytu. Ot, nie od dziś wiadomo, że uwielbiam okna, drzwi i lampy. A gdy doda się do tego zieleń budzącej się do życia wiosny, to mamy pełnię szczęścia! :)

Wnętrze również wspaniałe! Kominki, schody, niemal niekończące się korytarze, wszędzie mnóstwo drewna i co krok lekcja historii. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w 2000 roku Zamek był właściwie ruiną. 

Do Zamku Czocha również dotarliśmy, ale okazało się, że akurat w tym czasie był niedostępny dla turystów. Pojechaliśmy więc do Lubomierza, zobaczyć miejsca, w których kręcono Samych swoich. Mieliśmy nadzieję usiąść w jakiejś przytulnej kawiarence i napić się czegoś rozgrzewającego, bo akurat tego dnia było strasznie zimno i zmarzliśmy przeokrutnie. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na miejscu zastaliśmy miasteczko, które lata świetności dawno ma już za sobą. O kawie czy herbacie mogliśmy tylko pomarzyć. Po spacerze więc czym prędzej wróciliśmy do samochodu, bo tam przynajmniej działało ogrzewanie, a i śnieg nie padał nam na głowę. ;) Postanowiliśmy szczęścia poszukać w Świeradowie Zdroju i tym razem nie zawiedliśmy się. Bardzo klimatyczne uzdrowisko. Miejsce warte zatrzymania się na dłużej. Przypuszczam, że jeszcze kiedyś tam wrócimy. 

Dwa dni minęły w okamgnieniu. W drodze powrotnej odwiedziliśmy naszą ulubioną pierogarnię we Wrocławiu i... znaleźliśmy kolejne krasnale. Wciąż marzy mi się "podróż" ich szlakiem. Może kiedyś. :)

W wolnej chwili przeglądam swoje fotografie i wracam w odwiedzone miejsca. Następny taki wyjazd dopiero w wakacje. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Mam sporo zaległości w pisaniu. Słowa potrzebują ujścia, ale czasu nieco zbyt mało, a i chaos w głowie spory, i coraz trudniej go poukładać. Każdego dnia liczę, że może właśnie dziś usystematyzuję swoje myśli. I nic z tego nie wychodzi. Dziwny czas, trochę dobry, trochę zły. 

21:47, aspazja1981
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 kwietnia 2015

Miałam tylko trzy lekcje, a czuję się, jakbym uczyła cały dzień. W ramach odreagowania oglądam O północy w Paryżu. Jestem dopiero na początku tej historii, a już mi się podoba! 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 243